Za co nie lubię #CSGO

Każdy z nas miewa dni lepsze i gorsze. To znaczy wiecie, jednego dnia śmiejecie się z jakiegoś mało miłego żartu na swój temat, zaś drugiego ten sam żart wydaje Wam się największą z możliwych szykan, a jej nadawcę w myślach poddajecie torturom różnorakim. Ja aktualnie, jak się może domyślacie, znajduję się w stanie numer dwa, a sytuacji zupełnie nie poprawia fakt, że im więcej gram w CS:GO, tym częściej zauważam to, jak czynnik ludzki potrafi wypaczyć prawie że idealną formę rozgrywki. Jak głupota ludzka potrafi zepsuć najmniejszą przyjemność z zabawy, jaką przecież ma być granie gry. A dziś to już apogeum nastąpiło, naprawdę. Przelało się.

1. Smurfy

Niby przyjemne stworzenia, ale niekoniecznie. Zaczynając grę w Counter Strika co raz słyszałam o grasujących na rankedach smurfach, które są złe i niegodziwe. No ale zaraz? Przecież to niby takie małe, słodkie, niebieskie.. cosie. Dołączając swoją drużynę do kolejki wyszukiwania gry, system bierze pod uwagę rangi każdego zawodnika po to, by jak najlepiej (biorąc na wzgląd umiejętności graczy) dobrać drużynę przeciwną. Chodzi bowiem o to by nisko rangowi gracze, którzy (teoretycznie tylko!) mają aktualnie niewielkie doświadczenie w grze nie grali z turbokozakami, bo cóż to za przyjemność, kiedy słabszego bije dużo silniejszy? Niestety po świecie chodzi mnóstwo niedowartościowanych osób, których życiowym celem zdaje się być powiększanie przyrodzenia przez dominację nad innymi (to nic, że słabszymi!). Smurfem w csgo nazywamy więc osobę, która w toku gry nabywając skilla na swoim main koncie ma wysoką rangę ale w związku z tym, że nie radzi sobie z równymi sobie widocznie, nabywa kolejne konta, by tam nabijając niską rangę trafiać na słabszych przeciwników, bić ich i cieszyć się z tego jakże żałosnego zwycięstwa. To tak jak by sklonować Cristiano Ronaldo x 11 (chociaż ciekawe czy by sobie na bramce poradził!?) i wypuścić go na boisko przeciwko jedenastu Rzeźniczakom. No załamka z frustracją. Smutno się gra, gdy człowiek widzi, że w przeciwnej drużynie osoba która czasem nawet nie posiada rangi całą grę wygrywa praktycznie samodzielnie. A tak wygląda smurf na tablicy wyników. Albo dwa. Gold 4 – samorodny talent lepszy od kałacha! Jak spotkacie jakiegoś powiedzcie mu, że i tak ma małego.

csgo smurfs

2. Cheaterzy

Normalne jest, że w momencie wybuchu popularności jakiejś gry rzucają się na nią absolutnie wszyscy. Counter Strike, jak wiadomo, czasy swej świetności w naszym pięknym kraju datuje na „od Intel Extreme Masters 2014”, bo po wygranej Virtus Pro, w CS:GO zaczął grać chyba każdy (tak jest to uogólnienie!). No i kupuje taki Jaś tego csa, bo przecież w Battlefielda szło mu całkiem nieźle, zresztą cały ostatni weekend oglądał jakiś turniej więc taktyk trochę łyknął. Wpada na pierwszy lepszy serwer i okazuje się, że sześciolatki grają lepiej i raczej przez najbliższy miesiąc nie ma nadziei na to, by coś w tej materii uległo zmianie. Jaś jednak jest mało ambitnym chłopcem, bo zamiast nabywać skilla wolałby pokazać tym sześciolatkom (a dziewczynom, to już w ogóle!) jakim jest kozakiem, bo przecież zawsze marzył o karierze esportowca. Ale zamiast oglądać Akademię Izaka, Jaś ściąga cały niezbędnik radosnego cheatera – WallHack, AimBot czy inne takie, w ciągu kilku chwil lądują w odpowiednim katalogu. Jaś nabywa milion do skilla i w ciągu tygodnia w poczekalni chwali się już cieplutkim jeszcze Global Elite. A po kolejnych dwóch leci na VACation. A przynajmniej chciałabym wierzyć, że tak to działa. Ale w sumie cóż z tego skoro za chwilę Jasiu kupić może kolejne konto za grosze, firma zarabia, interes się kręci.

Dla mnie cheater to człowiek podwójnie słaby. Nie wstydem jest nie posiadać umiejętności w danej dziedzinie – nie każdy po trzech meczach wskakuje na szeryfa, a człowiek uczy się całe życie. Słabością jest niechęć do rozwoju, a kolejną pójście na łatwiznę. Wygrana dzięki cheatom to dla cheatera podwójna porażka. I nic nigdy tego nie zmieni. Nawet wynik 16:0.

 

 

3. Krzykacze – wyzywacze

W każdej grze multiplayer, gdzie wymagana jest jakowaś chociaż namiastka komunikacji obecny jest twór zwany voice chat. To tam drużyny wzajemnie obrzucają się znajomym „EZZZ” ale i mocno wysublimowanymi zwrotami przetłumaczonymi z języka łacińskiego na ichni. Szczerze mówiąc mnie osobiście urocze wyzwiska przed meczem i w momencie zmiany stron w tym momencie nie robią już większego wrażenia. Istnieje bowiem komenda „wycisz czat głosowy” (czy coś w ten deseń) i wskazany delikwent nie wykrzykuje nam już tego, co przed chwilą w swych marzeniach robił
z naszą matką (albo, co gorsza ojcem!). Martwi mnie jedynie fakt, że społeczność CS:GO zaczyna przypominać trochę napiętnowaną już wszędzie społeczność skupioną przy League of Legends. Krzykacze, napinacze, szydercy i złośliwcy. Przez takie eskalacje nienawiści zapewne CSGO traci w oczach ludzi, którzy są laikami, a ludzi skupionych wokół gier kojarzą tylko z faktu wzajemnego obrzucania się błotem. Rozumiem, że przed komputerem siedzi się ciepło, miło i bezpiecznie. Wtedy jesteśmy najsilniejsi, mamy też dosyć odwagi by rozprawić się z samym Mamedem Khalidovem. Muszę Was jednak zmartwić – kozaczenie przez neta jest jeszcze słabsze niż bicie małych dziewczynek. W sumie nawet nie denerwujecie, bo przecież zmutować można. A to skrzeczcie sobie dalej.

4. Tickrate serwerów – laicy mogą nie wiedzieć co mam na myśli, więc spieszę z wyjaśnieniem. Tickrate jest to częstotliwość z jaką odświeżany jest serwer, czyli jak często dany serwer aktualizuje pakiety. Wartość tickrate podawana jest w Hz, a im jest mniejsza – tym na danym serwerze występują większe opóźnienia. Do tegoż opóźnienia dochodzić może także opóźnienie związane z możliwościami łącza danego gracza (ping), które to dodatkowo jeszcze dokłada kolejne opóźnienie w grze.  I tu zaczyna się meritum sprawy – serwery Valve, na których gramy rankedy mają tickrate ustawiony na 64, podczas gdy gry turniejowe, czy też liga Faceit zapewniają tickrate na poziomie 128. Strasznie frustrujący jest moment, kiedy strzelasz do przeciwnika stojącego półtora metra dalej, a on zabija Cię nie odnosząc przy tym żadnych obrażeń przez to, że niski tickrate spowodował opóźnienie w odbiorze informacji, iż właśnie tego kolesia zastrzeliłeś. Valve oczywiście stać na to by ich serwery, na których gramy mecze turniejowe miały wyższy tickrate, natomiast łatwiej wytłumaczyć się tym, iż wysoka jego wartość zwiększa obciążenie serwerów powodując lagi. Niechęć Valve do zapewnienia nam wyższej jakości serwerów powoduje naprawdę ogrom sytuacji, kiedy losy rundy mogłyby się potoczyć zupełnie inaczej, gdyby przesył pakietów działał z większą prędkością. Pozostaje nam tylko czekać, może kiedyś się to zmieni. Do tego czasu możemy porównać sobie jak inny komfort gry mamy na przykład na serwerach Faceit. No ale tam wiąże się to pewnie z tym, że gracze finansują sobie to sami, płacąc comiesięczny abonament. Poniżej filmik dotyczący różnic pomiędzy tickrate 64 a 128.

Ostatnim smaczkiem dotyczących ogólnie serwerów na których gramy na koniec jest sposób lich dobierania. Mi zdarza się to relatywnie rzadko, ale bywa tak, iż podczas dołączania do rankedów system losuje nam serwer z tak odległego miejsca, że przez całą rozgrywkę borykać się musimy z pingiem na poziomie ~200. I rób wtedy człowieku co chcesz, bo przeciwko wysokiemu pingowi nawet mega skill czasem nie wystarcza.

5. Skiny

Trochę bałam się poruszać tego tematu, bo kto wie cokolwiek o tym pojęciu łącząc je razem z cs:go wie też, że jest to temat rzeka i można napisać o nich książkę, gramaturą przypominającą dzieła Władysława Reymonta. Skiny to tak zwane zło konieczne – legendy krążą, że bez nich CS:GO umarłby kilka lat temu, a dziś nikt by już w niego nie grał. Ile w tym prawdy – nie dowiemy się nigdy, bo skiny były, są i zapewne będą, jednak ich popularność, chęć posiadania najlepszych, a także możliwość uprawiania przy ich pomocy legalnego hazardu przy obstawianiu meczy stworzyło dla mnie ogromne wypaczenie i patologię tego przyjemnego zdawać by się mogło dodatku. Skin to coś w rodzaju trofeum, jak kiedyś epicki ekwipunek w World of Warcraft, którego zdobycie graniczyło
z cudem, a szczęśliwiec, któremu się to jednak udało znany był na cały kilkudziesięciotysięcznym serwerze. Oczywiście samo posiadanie skina nie tworzy słabej atmosfery podczas rozgrywki, ani tej nie wpływa na jej przebieg, same w sobie nie dodają skilla ani dodatkowych obrażeń broni, ale te bardziej wartościowe wytwarzają w co poniektórych taką chęć posiadania i kolekcjonowania, że nierzadko prowadzą do skrajności w momencie ich straty (o czym pisałam TUTAJ). Oczywiście, po zdobyciu poniższego skina moje wyniki z M4 z tłumikiem skoczyły o 100%, ale zdaję sobie też sprawę, że chęć posiadania bardziej kolorowego pistoletu w grze nie czyni mnie lepszym człowiekiem, a w podczas rozmowy o pracę także nie sądzę by fakt ten przeważał na moją korzyść
w jakikolwiek sposób. No chyba, że nasz przyszły ewentualny szef chciałby wymienić się na rzeczonego Hyper Beasta. W każdym razie jeśli posiadacie, nie wpisujcie tego w CV, bo chwalenie się tym, to nadal przypał. Ale ja się pochwalę.

Hyper Beast csgo

Ideały nie istnieją, a jak już to podobno są nudne. Ja marzę by csgo stał się takim nudnym ideałem a Valve znalazło jakiś złoty środek by, nie tylko zarabiać na swojej grze, ale sprawić by jej użytkownikom grało się komfortowo. Nie ukrywam, że największym problemem są obecnie cheaterzy, których na randze kałach jest naprawdę zatrzęsienie, co między innymi powoduje, że powstają takie teksty, jak te.

Ewelina Przywara 15 sierpnia 2015
  • O, jestem zdziwiony. Wydawało mi się, że skoro są turnieje w CS’a to temat lagów i oszustów jest jakoś ogarnięty. Ja grywam głównie w COD MW i MW2 gdzie cheaty i lagi to główne problemy. Na chamskich krzykaczy już się nie denerwuję. No dobra, bluzgającym Rosjanom zawsze grzecznie mówię, że skoro znają tak mało słów (głównie związanych z anatomią i najstarszym zawodem świata), to może lepiej niech poszukają sobie jakiej książki Puszkina i poczytają. Ale kultura graczy raczej szybko się nie poprawi. Wydaje mi się nawet, że zgłoszenia naruszania „dobrych obyczajów” wysłane przez Steam i tak lądują w koszu. Np. od dłuższego czasu raportuję jakiegoś Niemca z faszystowskim svatarem, który wyzywa graczy epitetami obowiązkowo zawierającymi słowo „jude”. I co? Zupełnie nic. Póki co zawsze można poszukać innego serwera…

    • Paradoksalnie ilość turniejów sprzyja czitowaniu i smurfowaniu. Im większa popularność, tym więcej ludzi gra w tą grę, w międzyczasie ogarnia, że sobie nie radzi, a chciałby być jak KennyS i sięga po czity. Turnieje to też moment, kiedy sama gra tanieje o nawet 70%, dzięki temu każdy może kupić sobie 5 nowych kont i używać na nich czitów, bo wtedy nie będzie szkoda, jeśli proceder ten zostanie wykryty a konto dostanie bana. I tak np. ostatni turniej ESL One w Kolonii, cs po 5 euro, trzy mecze = w każdym konto smurfowe z jakimiś Global Elite ;) I próbuj tu człowieku cokolwiek ugrać. Masz rację kultury nie nauczysz i nie tylko graczy, po prostu ludzie na odległość są mocniejsi zdecydowanie bardziej, niż jak mieliby komuś powiedzieć to w twarz :) pozdrawiam!

  • 1. Ludzie potrafią popsuć radość z gry. W czasach gdy grałem w LoLa można było nawet spotkać ludzi z „mojego otoczenia”, którzy więcej czasu spędzali na tym by kogoś zbesztać z błotem niż na samej grze. 2. Z cheat’ami cóż, w czasach PSXa, gdzie niektóre etapy były bardzo trudne, używanie ich było niejako usprawiedliwione, ale w dzisiejszych czasach i to jeszcze w grach online? Nieakceptowalne. 3. W CSa mam w planach zagrać, lecz nie dlatego, bo jest moda, ale by się sprawdzić. Póki co staram się przyzwyczaić do myszki i klawiatury w FPSach, bo jednak ostatnio więcej czasu spędzałem z padem w ręku :D No i podsumowując bardzo dobry tekst :)

    • 1. Ludzie potrafią zepsuć radość ze wszystkiego :P Bo w necie są mocni, nikt ich nie pobije, nic im nie grozi. Wtedy wszyscy są kozakami. 2. Do czitowania w grach offline – nie mam najmniejszego zastrzeżenia. Jeśli ktoś nie ma ambicji robić wszystko sam i np. odblokować sobie miliony pieniążków na grze, to niech czituje, mnie to nie dotyka. 3. No przeskok z pada na mysz i klawisze to na pewno wyzwanie.. :) Dziękuję Ci bardzo!! :)

  • Myślę, że na pewnym poziomie smurfy nie są już takie złe :) od niektórych można się sporo nauczyć. Generalnie ich liczba powinna spadać z powodu nowych ograniczeń przed dostępem do meczy turniejowych. Sam ostatnio założyłem drugie konto (dla rozgrzewki, nie dla smurfowania) i zanim mogłem zagrać pierwszy mecz turniejowy męczyłem się wiele godzin na pubach, żeby zdobyć poziom wymagany do gry turniejowej. W tym czasie na głównym koncie miałem rangę kałacha II. Po dwóch meczach turniejowych na nowym koncie przydzielało mi w drużynie przeciwników z goldem 3 i więcej. Później trafiałem już na kałachy, a po 10 wygranych turniejowych moja ranga została określona na kałach III :D i teraz śmieszne jest, gdy gram na koncie rozgrzewkowym, dobrze mi idzie, a przeciwnicy patrzą na małą liczbę godzin w cs’ie i piszą, że smurf.
    Na krzykaczy znalazłem idealny sposób. Wyciszam ich :) czasem brak info od krzykacza jest lepszy niż wysłuchiwanie jegomościa. Mimo wszystko sam dalej daję info, a krzykaczy nawet nie informuję o wyciszeniu. Pewnie i tak najlepszą opcją jest gra w stałej ekipie, ale niestety jeszcze takiej nie zgromadziłem.
    Skiny zaczęły mnie za bardzo wciągać i trochę kasy przewaliłem na otwieranie skrzynek, więc w dość radykalnym posunięciu postanowiłem wyprzedać wszystkie moje skiny. I nie żałuję.

    • O tyle ile z grania przeciwko smurfowi jestem w stanie coś wynieść (bo wiadomo, jak grasz nawet z dużo lepszym, zaczynasz trochę kombinować, myśleć więcej, żeby chociaż raz go dojechać ;)) to granie przeciw cziterom napawa mnie tonami bezsilności i zrezygnowania :/ Wyciszanie to super rzecz w csie, ja jak nie mam ludzi do grania, to po prostu nie gram, ale rozumiem, że nie wszyscy mają taki komfort, że co dzień jest jakaś w miarę stała ekipa. No niestety i ja zauważam u siebie rosnącą fascynacje skrzyneczkami, skinami i innymi stickerami, zatem staram się trzymać rękę na pulsie i blokuję kredytówkę na Steam :D Pozdrawiam! :)

  • Właśnie przez ludzi nie gram w gry online ;).

    • No niestety, czynnik ludzki jest tak paskudny, że jest w stanie zepsuć wszystko :P #złeludzie

  • Spartan_2

    Bardzo fajny tekst :) W/w problemy dotyczą wielu gier multiplayer. Wszędzie gdzie występuje matchmaking pojawiają się sfrustrowane „smurfy”. Mają dość parowania z ludźmi na podobnym poziomie, chcą poczuć wzrost skilla względem tego jak grali na początku. Zapominają przy tym o ludziach po drugiej stronie, o tym że psują im fun z gry (czyli brakuje im trochę empatii).
    Cheaterzy, to niedojrzałość, zawiść, kompleksy itd. (trudno mi pojąć ich motywację). Niestety w większym lub mniejszym stopniu, pewnie będą występować zawsze. Może z tego wyrosną, a może jest już dla nich jakieś specjalnie wydzielone miejsce w piekle ;P
    Ostatnio czytałem gdzieś, że aktywność anonimowych krzykaczy z psychologicznego punktu widzenia wynika z tego, że w grze nie widać mimiki/mikroekspresji człowieka po drugiej stronie. Podobno gdyby ludzie się widzieli ,choćby na odległość, hamowaliby się widząc jak ich słowa wpływają na rozmówcę. Zachowywaliby się bardziej normalnie, jak w „rzeczywistości”.
    W kwestiach technicznych z kilkoma grami mam podobnie, tzn. gram w nie tak długo, że coraz bardziej wkurzają mnie niedoskonałości i ograniczenia silnika. Zwykle pomaga mi wtedy zmiana na nowy tytuł, na coś z zupełnie innej bajki (w tym momencie chciałbym pozdrowić Wieśka ;))
    Pozdrawiam (tym razem Ewelinę) :)

    • Dziękuję! :) Z tym miejscem w piekle, to mam nadzieję :P Ja po prostu nie jestem w stanie chyba pojąć co to za satysfakcja z meczu, w którym wygrywa się czitami albo po prostu z dużo słabszym przeciwnikiem.. To superciekawe co piszesz o tych mikroekspresjach, jak znajdziesz źródło tego, to podrzuć proszę. Mnie też raz na jakiś czas się coś przeleje i wtedy albo powstają takie teksty, albo rzucam csa na jeden dzień :P Wychodzi na dobre w obu przypadkach :) Pozdrawiam również! :))

  • Elmiz

    Jedyne co mogę zrozumieć z tego potoku łez wypływającego z tego artykułu to płacz na cheater’ów, którzy są naprawde denerwujący ale też występują w każdej grze i jak narazie nie odkryto złotego środka przeciwko nim. Reszta wydaje się już tylko usprawiedliwianiem dlaczego jestem taki/ka słaby/a. Ogólnie forma artykułu odrzuca ponieważ gdybym myślał nad kupnem cs:go to po przeczytaniu tego lamentu z miejsca bym zrezygnował z zakupu. Dodam, że też jestem graczem cs:go jednak nie przeszkadzają mi te rzeczy o, których pisze autor tekstu. Ja to widzę tak: jeśli nie chce grać na tick. 64 ide na faceit albo esea wykupuje premke nawet i gram z znajomymi tam a nie mm’y. Dalej co do fake account w cs:go zwanych smurfami to różnica skillowa występuje w każdej grze gdy zaczynamy i pniemy się na wyżyny naszych umiejętności, jeśli więc trafiam na kogoś lepszego ode mnie to cieszę się, że mogę się czegoś nauczyć od niego a jeśli wygram to mam jeszcze większą radość z tego.Bardziej moim zdaniem na compentive match denerwuje system dobierania, często jest tak, że drużyna trafia na randomową grupke ludzi bez tsa i zgrania drużynowego. Jeszcze jedno jeśli chodzi o temat skinów szkoda, że nie rozwinęłaś trochę tematu i pominęłaś ważny wątek kradzieży kont oraz łatwego dostępu do hazardu dla nieletnich. Podsumowując szkoda, że widzisz same wady płynące z rozgrywki w cs:go.

    pozdrawiam.

    • Myślę, że trochę źle zrozumiałeś wydźwięk tego wpisu! To znaczy nie załapałeś przekory ani w tytule, ani w tekście. Gram w csa kilkadziesiąt godzin tygodniowo, jakbym zatem naprawdę widziała same wady, to chyba sam rozumiesz, że bym w niego nie grała :)

      Nie wylewam też potoku łez jak to nazywasz, chociaż za chwilę sam dodajesz, że cziterzy Cię także denerwują :) Nie jest to także usprawiedliwienie, że jestem słaba, bo nie jestem ;) Nie jestem też turbokozakiem, ale każdy ranked przybliża mnie do bycia jeszcze lepszą. Także ten, kiedy gram przeciwko cziterowi/smurfowi, może cały mecz ciężko z takim wygrać, ale każda praktyka powinna przynajmniej podnosić umiejętności :)

      Do co tickrate – nie dla wszystkich jest to takie proste. Ja np. chciałabym mieć wybór grając rankedy – czy mój komp/łącze da radę uciągnąć tickrate 128? Jeśli tak to dołączam, jeśli nie, biorę 64, proste.

      Dzięki za sugestię co do tematów skinów – o tym będzie oddzielny, dużo dłuższy wpis, dlatego jakoś mocniej nie chciałam drążyć wątku. Dzięki za odwiedziny i opinię! Pozdrawiam.

      • Elmiz

        Cziterzy są w każdej mp produkcji więc nie raz się już o tym przekonałem. Wcześniej przed cs’em grałem w Battlefielda 2 (ok. 2 do 2,5 k godzin) tam ludzie nie tylko płakali na „czity” ale też na „konfigi” i zawsze śmieszyło mnie to, że usprawiedliwiają swoje błędy tekstem ” bo ty masz cfg a ja nie i nie potrafię sobie napisać” raz się wkurzyłem i zamieniłem się pc na lanie koledze mina zrzedła. Nie raz tez wraz z grupką znajomych trafialiśmy na smurfy które np. 2 próbowało boostować 3 unrankedów po 20h i dawaliśmy rade i sie chłopy dziwiły ze gold 4 ich uciągły. Dalej co do tickrate to słyszałem, od kolegów że to jest podobno jak w cs 1.6 z inerpem (nie wiem nawet co to jest XD bo w 1.6 mam 27h) i tickrate nie obniża fps’ów. Z resztą jestem żywym dowodem bo mam kompa który nie długo będzie miał dekade w go mam w porywach do 30 fps a grałem również faceit’a i esea przez chwile ze znajomymi i spadków nie miałem.

        PS. z checią pogram z tobą jeśli masz ochotę http://steamcommunity.com/id/elm3r/ (moja ranga DMG)
        pozdrawiam

        • Wyślę Ci dziś zaproszenie na Steam. Gramy stałym składem, ale jak kogoś nam brakuje, to dobieramy sobie chętnych :) pozdrawiam!

  • vaq

    A jak mam globala na mainie i smurfuje żeby pograć z kolegami , to też jest syndorm małego siusiaka? Ja znam to uczucie kiedy jestes sam vs świat – miałem na pcozatku swojej przygody silvera 3 długo sie meczylem z wyjsciem do golda i sie udalo kilka razy spadlem az finalnie postanowile,m wziasc sie za siebie i grac mapy treningowe deathmecze 1vs wszyscy ijest sukces – wystarczy tylko chciec a jakos ani cziterzy ani smurfy mi szyku nie popsuły .

    • Confileus

      Głupi argument, serio. Nie pomyślałeś o laikach, którzy odpalą grę raz na jakiś czas? Przecież oni nie mają czasu na jakieś deathmatche, czy aim mapy.. chcą się rozluźnić, poczuć woń rywalizacji, ale nie.. wbijesz ty i fajerwerki wszędzie, bo w końcu chcesz pograć tylko z kolegami.

    • Ale nikt nie mówi, że ja nie gram czy nie będę grała, bo cziterzy czy smurfy. Ale jakże przyjemnie by się grało gdyby wszyscy mieli równe szanse. Utopia, no nie?

  • KREmiK

    Jeżeli mówisz na mecze w trybie turniejowym w CS:GO „ranked”, to możesz sobie łaskawie wrócić do LoL’a. CS:GO zna dużo innych określeń na takie mecze, są to np. matchmaking (mm), mr15, mix, czy competetive. To tyle słowem wstępu.

    Smurfy? No rzeczywiście, trochę wkurzające, ale jak sam mam LEM’a i chcę pograć z ziomeczkami w goldzie to co, mam robić z nimi poczekalnię na mainie? Nowy system matchmakingów dobiera do najwyższej rangi, więc przeciwnicy mieliby zapewne średnią rangę w okolicach LE/LEM.
    Cheaterzy. To dość wygodne określenie, które zazwyczaj pozwala nam skatalogować graczy, którzy w niewiadomy nam sposób są od nas lepsi. Podczas przeglądania Overwatcha zauważyłem, że ponad połowa zgłoszeń jest bezpodstawna. Po prostu koleś miał refleks, info od drużyny i ogarniał w miarę co i jak robić, gdzie się znaleźć by zaskoczyć przeciwnika. No ale przecież jak ktoś wychyla wcelowanym na „obvious spot’a” to na pewno ma haxy.
    Krzykacze… taaa. Mnie osobiście nic tak nie denerwuje na starcie jak gram z randomami przeciwko premade Polaków. Zawsze drą ryja najgłośniej, już na rozgrzewce są pewni, że nas rozjadą, a gdy w połowie mixa wygrywacie 12:3 i pytasz, gdzie to ich pewno zwycięstwo to zaraz jesteś „cebulą”, okraszoną soczystymi, mięsnymi epitetami.
    Tickrate uważam również za wygodną wymówkę dla słabych gówien. „Nie zabiłem go bo tickrate, 64 tick plz, wyszczelałem cały magynek i 27 w 1 trafieniu”. Mam wygrane +430 MM’ów, więc zagranych pewnie ok. 600. Grywałem FaceIt’y i powiem szczerze, nie widzę AŻ tak wielkiej różnicy pomiędzy serwerami 64-128, a porównywanie ich do gry na 40ms-100ms ping jest śmieszne.
    No i wreszcie skiny. WTF? Skiny to lamerstwo i w ogóle ale pokaże wam mojego Hyperbeasta, biedaki. Tym stwierdzeniem spierdoliłaś poziom tego artykułu.

    • Z takim nastawieniem do życia i innych ludzi to możesz sobie łaskawie wrócić skąd przyszedłeś :) bo jeśli serio odebrałeś to w ten sposób, to nie traćmy swojego czasu i nie zawracajmy sobie na wzajem głowy, bo po co zatruwać atmosferę :)

      pozdrawiam serdecznie!

    • Kartofel0

      Chciał mądrze, a wyszedł na idiotę, który myśli, że jest pępkiem świata. Klasyka, wracaj do swojego świata i pozdrów Gargamela :)

    • Shark127

      Chciałeś być cool, zabrzmieć inteligentnie niestety zabrzmiałeś jak burak.

      „Smurfy? No rzeczywiście, trochę wkurzające, ale jak sam mam LEM’a i chcę pograć z ziomeczkami w goldzie to co, mam robić z nimi poczekalnię na
      mainie?”
      -Czemu nie? Ja jak byłem w G1/G2 grałem ze znajomymi z MG1/MG2. Dzięki czemu w bardzo szybkim tempie nauczyłem się grać lepiej. Grając ze znajomymi na smurfie psujesz innym graczom przyjemność z gry.

      „Cheaterzy. To dość wygodne określenie, które zazwyczaj pozwala nam skatalogować graczy, którzy w niewiadomy nam sposób są od nas lepsi… No ale przecież jak ktoś wychyla wcelowanym na „obvious spot’a” to na pewno ma haxy.”
      – „Cziterzy” albo „Haxy” to bardzo poważny problem CS:GO a to że ktoś nie potrafi ich rozróżnić no cóż… trudno, mamy przecież murzynów od overwatcha prawda? Nie wiem jak ty ale jeżeli dany gracz od początku gry jest „mocny” bądź wymiata, raczej reporta za haxy nie dostanie. Popatrzmy na inną sytuacje, koleś od początku jest gównem, jego drużyna przegrywa powiedzmy 12:3 i nagle przebudzenie. Koleś zaczyna strzelać banie i ugrywać 1vs5 rundy. Czy to nie zaczyna wyglądać podejrzanie? Może to zdenerwowany smurf który w obliczu przegranej zaczął traktować ten mecz na poważnie? a może to ten gimbazjalista włączył haxy? Każdy osądzi według własnego uznania.

      „skiny. WTF? Skiny to lamerstwo i w ogóle ale pokaże wam mojego Hyperbeasta, biedaki. Tym stwierdzeniem spierdoliłaś poziom tego artykułu.”
      -Szkoda to komentować. Mógłbym określić to mianem „cebuli” okraszonej pewnymi pikantnymi przymiotnikami ale po co? To nie jest nawet tego warte.

      „Tickrate uważam również za wygodną wymówkę dla słabych gówien. „Nie zabiłem go bo tickrate, 64 tick plz, wyszczelałem cały magynek i 27 w 1
      trafieniu”. Mam wygrane +430 MM’ów, więc zagranych pewnie ok. 600. Grywałem FaceIt’y i powiem szczerze, nie widzę AŻ tak wielkiej różnicy
      pomiędzy serwerami 64-128, a porównywanie ich do gry na 40ms-100ms ping jest śmieszne.”
      -Teraz to przesadziłeś… Być może jestem gównem i szczerze wali mnie to xD Ale nie raz widziałem akcje które powinny się skończyć kill-em a niestety tak nie było. Czemu? tickrate. Powiadasz że nie widzisz dużej różnicy, ja natomiast odczuwałem na faceit ogromną różnicę choćby w samym komforcie gry kończąc na killach których bym nie zaliczył na tickrate64. Czasami jedna kula wystarczy by kogoś uśmiercić ale niestety jest tak że strzał który powinien był delikwenta trafić przeleciał przez niego.
      Nikogo nie obchodzi ile masz winów czy rozegranych gier. Serio! a wrzucając wszystkich do rangi „gówna”(bo ty jesteś przecież ten pro-uber-kozak) którzy myślą inaczej pokazujesz jak biedny stan umysłu prezentujesz. Muszę cię zmartwić ale dziś, nie powiększyłeś sobie wirtualnego penisa :)

      • KrZyChU_6464

        Szkoda gadać coś ci nie wyszło