The Elder Scrolls: Legends – wrażeń kilka

Jestem takim trochę zbiorem sprzeczności, bo z jednej strony uwielbiam gry multi, w których dużo i szybko się dzieje, z drugiej zaś, zazwyczaj podczas sobotnich maratonów grania, „na dobicie” skupiam się nad bardziej statecznymi tytułami. Do niedawna, z uporem maniaka drążyłam Civilization VI, która od premiery otrzymała trochę poprawek i obecnie gra mi się w nią zdecydowanie przyjemniej. Natomiast w związku z tym, że kilka dni temu miała miejsce premiera darmowej karcianki – The Elder Scrolls: Legends – Civ została chwilowo porzucona, a ja znowu zagrywam się w karty.

Moja przygoda z kartami zaczęła się 8 lat temu od.. Xboxa 360 i kultowej gry – Magic: The Gathering – Duels of the Planeswalkers. Jest to konsolowy odpowiednik kolekcjonerskiej gry karcianej – Magic: The Gathering, a do gry potrzebne są przynajmniej dwie osoby z własnymi taliami. Pierwsza prezentacja papierowej wersji kart odbyła się w 1993 roku (!!!). Gra zachwyciła mnie na tyle, że spędzałam nad nią dnie i noce, a sentyment do kombinowania i dobierania różnorodnych kart do swoich decków pozostał do dziś.

Co jakiś czas karcianki przeżywają wzrost zainteresowania – tak było przy okazji premiery blizzardowego Heartstone’a, tym bardziej, że tytuł też wkradł się także w rozgrywki esportowe. Co prawda nie osiąga jakiś spektakularnych wyników popularności, a sama gra bądź co bądź jest dosyć nudna do oglądania, tym bardziej dla osób, które mają o niej słabe pojęcie. Próg wejścia może zniechęcać do śledzenia rozgrywek, ciężej się jest w nią wgryźć niż np. w takiego Counter Strike’a. No ale nie na tym chciałam się skupić.

The Elder Scrolls: Legends..

.. to gratka dla fanów kultowej serii The Elder Scrolls. W wątku fabularnym, który mnie osobiście wkręcił na tyle, że wszystkie trzy akty łyknęłam w jeden wieczór, spotkać możemy postacie znane z tej gry. Co jest bardzo ważnym argumentem za zapoznaniem się z tym tytułem? To, że jest całkowicie darmowy. Możemy go ściągnąć na PCta i zaczynać zabawę. Brak więc ryzyka, że w sytuacji kiedy gra nam nie podpasuje stracimy pieniądze. Karcianka oczywiście oferuje także sklep w którym za realne pieniądze zakupić możemy pakiety kart, nie jest to jednak jedyna droga do ich zdobycia. Podobnie jak w produkcji Blizzarda pakiety otrzymuje się za wykonane zadania bądź przy zdobyciu kolejnego poziomu. Z resztą sam wygląd pakietów wskazuje jak twórcy The Elder Scrolls: Legends wzorowali się na konkurencie obecnie panującym na rynku, z resztą – zobaczcie sami :-)

Co nowego

Generalnie karcianka nie wnosi jakiś spektakularnych zmian, które kompletnie zmieniają spojrzenie na gry tego typu, jest w niej natomiast kilka smaczków, które sprawiają, iż jest ona bardziej urozmaicona.

  • przede wszystkim plansza podzielona jest na dwie połowy – lewą i prawą. Karty zagrane na stół po stronie lewej mogą atakować wyłącznie przeciwników usytuowanych nad nimi i analogicznie tak samo wygląda to po stronie prawej. Jeżeli chodzi o bohatera drużyny przeciwnej można atakować go z każdej ze stron. Jeżeli ciężko to Wam sobie wyobrazić – załączam dzieło mistrza Painta :-)

Możliwości ruchu kart rozłożonych na poszczególnych połowach planszy

  • każdy deck (talię) budujemy z od 50 do 70 kart, co daje dużą różnicę w stosunku do przytaczanej wcześniej gry Blizzarda ( W Hearthstone mamy ich tylko 30), co daje nam większe pole do popisu jeżeli chodzi o ich wybór oraz zdecydowanie mniejszą możliwość przewidywania rozgrywki. Dzięki temu jest ona także nieco dłuższa i dla mnie bardziej zaciekła.

  • wokół wizerunków bohaterów umiejscowiono pięć run, w momencie kiedy tracimy 5 punktów życia (25, 20,.. etc.) dobieramy kartę. To fajny zabieg – często wykorzystuję go w momencie kiedy nie mam czym grać – staram się wystawić bohatera na ostrzał by utrata jego życia zaowocowała takim bonusem
  • Karty Proroctwa – w momencie, kiedy tracimy pięć punktów zdrowia, przy awatarze bohatera pęka runa i dobieramy dodatkową kartę do naszej talii, może okazać się iż jest to karta Proroctwa. W takim przypadku możemy zagrać ją natychmiast, za darmo (mimo, iż to nie nasza kolejka do zagrywania kart!). Dzięki kartom tego typu możemy skutecznie zablokować przeciwnika przed jakimiś mega dotkliwymi atakami. Kolejny smaczek dodający nieco losowości do całej rozgrywki.

PVP

Jeżeli chodzi o rozgrywki online do dyspozycji mamy dwa tryby – Arenę Solo (gracz vs komputer) oraz Arenę PVP (gracz vs gracz). Za dołączenie do każdej z nich musimy zapłacić w złocie, które zdobywamy jako nagrody za wykonywanie zadań i osiąganie kolejnych poziomów, lub.. w realnej gotówce :) W trybie Areny Solo, wybieramy talię z losowych kart i walczymy z 9 przeciwnikami. W zależności od tego ilu pokonamy, tak wysoką zgarniemy nagrodę. Do wykorzystania mamy pulę trzech porażek – w momencie trzeciej, gra na arenie kończy się a my otrzymujemy zasłużoną nagrodę. Solo Arena jest jeszcze o tyle fajnym rozwiązaniem, iż dostosowuje poziom przeciwników do naszej formy. Nie trzeba więc martwić się o to, że ciągle będziemy przegrywać, a wydane środki nie zwrócą się w formie satysfakcji z rozgrywki.

Pewnie nie wspomniałam o wszystkich pozytywach tej gry, dlatego jeżeli chociaż trochę zachęciłam Was swoją opinią, proponuję pobrać i spróbować samemu, jeżeli tylko kręci Was taki rodzaj gier. Ja bawię się świetnie, to tego stopnia, że już nie mogę doczekać się aż skończę ten tekst i odpalę rozgrywkę! ;-) Także.. koniec! ;-)

 

Ewelina Przywara 16 marca 2017