Shadow Warrior 2 – przyjemność z mordowania!

Z uwagi na to, że mam dosyć odpowiedzialną pracę, mnóstwo stresu, a i dużą wewnętrzną niezgodę na to co się dzieje na świecie, lubię frustracje odreagować w grach, a nie na innych ludziach. Kiedyś służyło mi do tego Diablo 3, no ale ileż można. Maksowanie postaci w co drugim sezonie znudziło mi się na tyle, że po prostu przestałam to robić, mimo, że nadal uważam, że D3 to fenomenalna gra. Z resztą czy Blizzard wypuścił kiedyś jakąkolwiek złą grę? No ale nie o tym.

Na początku nie rozumiałam dlaczego wiele osób porównuje Shadow Warrior 2 do Borderlandsów. Mnie na pierwszy rzut oka SW2 skojarzyło się właśnie z Diablo, tylko w nieco innej odsłonie. Widok z perspektywy głównego bohatera może być trochę mylący, a z podobieństw nasuwa mi się jedynie tożsama prezentacja lecącego z mobów lootu, ale czy Shadow serio aż tak mocno czerpie od tej gry? Co prawda fanką Borderlandsów nie jestem, ale zupełnie tego nie zauważam.

Ale cóż z tego skoro i tak prawie nic mi się nie podoba..

Nie jest to gra mocno skomplikowana bo i taka być nie musi. Typowy singiel, których osobiście nie cierpię. Brak rywalizacji z żywym przeciwnikiem powoduje u mnie błyskawiczną nudę i tak naprawdę niewiele gier nie-multiplayer wciągnęło mnie na tyle, że chciało mi się w nie grać tak, by przejść je do końca. Nie udało się to żadnej części Borderlandsów, a SW2 jak najbardziej. Nie zraziły mnie nudnawe i czasem słabo wedle mojego gustu przemyślane questy (bieganie kilkaset metrów do bramy, aby u mety dowiedzieć się, że jest zamknięta, a klucz znajduje się w którymś z mobów na drugim końcu mapy). Podczas takowych „pustych przebiegów” mocno brakowało mi cyklicznego spawnu mobów, no bo jak już każą mi biec trzy razy tą samą drogą, to niech postawią tam chociaż kilka przeciwników, bym w tak zwanym międzyczasie miała co mordować. Nie zraził mnie też humor, którego ja osobiście nie do końca jestem fanką. Postanowiłam przeboleć także ciasteczka z wróżbą, których w pierwszej odsłonie gry byłam wielką fanką, bo naprawdę większość z nich była bardzo zabawna. No tutaj radości jak na lekarstwo, tak naprawdę jedynie przy kilku z nich kącik moich ust drgnął nieznacznie pokonując siłę grawitacji. Mimo wszystko, coś wciągnęło mnie na tyle, że ku mojemu zdziwieniu grę przeszłam do samego końca. Co prawda trwało to lata (29 godzin!), to tłumaczę się tym, iż urojona nerwica natręctw kazała mi przeszukać każdą napotkaną po drodze skrzynię, w nadziei, że znajdę w niej coś super fajnego. Niestety nie znalazłam. Mimo wszystko to także mnie nie zraziło!

No bo tam chodzi o przyjemność z naparzania mobów..

.. a ta jest naprawdę dzika! Jejku, ten kto już grał wie, że mordowanie kolejnych fal mobów sprawia bezmiar radości. Wkurzył Cię szef? Autobus uciekł zamykając drzwi przed nosem? Masz ochotę rzucić w kogoś cegłą? Odpal Shadow Warriora 2 na stanowiącym spore najwyższym poziomie trudności, a już po kilkunastu minutach naparzania konieczność zażycia dziesięciu tabletek relanium minie bezpowrotnie. Przyjemność z rozwalania bardzo różnorodnych przeciwników jest tak duża, że w pewnym momencie doszłam do wniosku, że questy mi po prostu w tej grze przeszkadzają. Mogłabym tylko biegać i mordować wyciągając z rozczłonkowanych mobów coraz to nowe, bardziej wymyślne i przepięknie wyglądające bronie. A jest ich w SW2 cała masa! Dodatkowo, ilość kryształów modyfikujących ich umiejętności sprawia, że każda z nich zadawać może różnorodne obrażenia (od ognia, zimna, kwasu, elektryczności). Kamienie, którymi modyfikujemy perki broni wypadają naprawdę dosyć często. Podczas wyjmowania ich z broni, w której aktualnie się znajdują, nie ulegają zniszczeniu, co pozwala na ciągłe wykorzystywanie tych najbardziej wartościowych i przekładaniu ich do nowo zdobytych.

..a poza tym, to działała w dniu premiery!

Przypominacie sobie ile tytułów w dniu premiery było naprawdę dobrze zoptymalizowane? Bo ja coraz częściej zauważam, że zadając komuś pytanie odnośnie zakupionej gry nie interesuje się tym, czy jest ona grywalna, wciągająca, fajnie wygląda. Najpierw zawsze pada sakramentalne – A DZIAŁA?! No to Shadow Warrior 2 działa i to naprawdę rewelacyjnie. Co prawda graficznie nie jest to Wiedźmin 3, mimo że wygląda naprawdę dobrze, natomiast trzeba przyznać, że nie spotkałam się z głosami czy komentarzami, które ujawniały by jakieś większe problemy. Z resztą miażdżąca ilość pozytywnych opinii na Steam mówi sama za siebie. Chociaż smutne jest to, że w dzisiejszych czasach chwalimy grę za to, że w dniu premiery jest kompletnym działającym produktem, bo powinien być to standard, ale niestety nie jest, dlatego SW2 dla mnie wybija się ponad normę. Nie jest to co prawda produkcja AAA, także cena ok. 100 zł mocno nie szokuje, ale jak za taka grę (zważywszy na to, ile czasem zdarzy nam się zapłacić za przehajpowany tytuł) jest naprawdę bardzo atrakcyjna.

8/10

Jeżeli ktoś z Was lubi najzwyczajniej w świecie wirtualnie pomordować celem odstresowania się jest to produkcja jak najbardziej dla niego. Ilość i różnorodność broni zaspokoi na pewno także typowych zbieraczy (ja uwielbiam kompletować fajny sprzęt!). Co więcej – mamy możliwość zagrania w czteroosobowym coopie, czego jeszcze, ze smutkiem przyznam, nie doświadczyłam, ale może w końcu i to nadrobię. Ktoś z Was ma ochotę na grupowy taniec z Wangiem? ;-)

Ewelina Przywara 19 listopada 2016