Ty też czekasz na konferencję Apple? Nie chwal się tym publicznie!

Starzeje się ewidentie. Ten czas musiał w końcu nadejść, ale nie sądziłam, że aż tak szybko się to stanie. Szybkość zmian trendów i nastrojów w internetach zaskakuje mnie i przytłacza. A najbardziej wkurza mnie to, że teraz strach mieć swoje zdanie, różne od ogólu, bo zlinczują Cię niczym dzieci na przerwie w pierwszej klasie. Swoista walka o przetrwanie w przestrzeni internetu i rywalizacja o to „kto ma dłuższego”. A najgorzej już jak jesteś szczęśliwym użytkownikiem sprzętu produkowanego przez Apple. I nie daj boże jeszcze się z tym nie kryjesz. Chcesz się przyznać do tego publicznie?! Twoja kariera blogera właśnie się kończy.

Niespełna kilka dni temu Apple ogłosił to na co czekali zarówno sympatycy jak i Ci drudzy. Konferencja podczas której zostanie zaprezentowany najnowszy produkt w postaci Iphone 6 i (mamy nadzieję) iWatcha odbędzie się 9 września we Flint Center for the Performing Arts w Cupertino. No i się zaczęło.

Nieświadoma niczego zaćwierkałam z radością i natychmiast spotkałam się ze ścianą stawiającą opór. Ze zdumieniem stwierdziłam, że sympatyzowanie z marką Apple jest teraz PASSE! No to od początku.

Jeszcze kilka lat temu biegaliśmy po miastach z kieszeniami wypchanymi telefonami ogromnych rozmiarów. Pamiętam pierwszy telefon komórkowy jaki mieli moi rodzice. Sagem mc815 był objawieniem a wykonanie minutowego połączenia kończyło się wydatkiem 10 zł. To były czasy, człowiek wolał jeszcze wtedy wyjść z domu i drzeć się pod oknem koleżanek, którym nie można było napisać smsa czy wiadomości na fb, bo najzwyczajniej w świecie to jeszcze nie istniało. Albo może istniało, ale jak na razie nie w naszej polskiej rzeczywistości. Nagle nastąpił wybuch i telefony komórkowe stawały się coraz bardziej powszechne i coraz mniejsze, bardziej zaawansowane. Zaczęły służyć nie tylko do telefonowania i wysyłania krótkich wiadomości tekstowych, ale także to gier, słuchania muzyki, a nawet przeglądania Internetu! Nadszedł rok 2008 i pojawił się On a razem z nim przydreptała moda na charakterystyczne białe słuchawki.

Potem to obezwładniające zjawisko poleciało już błyskawicznie, gdzie się nie obejrzałam na ulicach Warszawy przynajmniej 80% napotkanych ludzi dumnie dzierżyło w dłoniach nic innego jak najnowszego Iphone’a. Tak w dłoniach, idąc ulicą. No przecież należało jakoś pokazać, że się go ma. Trzymanie smartfona w kieszeni tym bardziej w przepastnej damskiej torebce nie miało sensu, gdyż cała rzesza przechodni nie mogła w takim wypadku cieszyć się razem z nami szczęsciem posiadania tegoż urządzenia. Miałam wrażenie, a potem już przekonałam się na pewno, że tak jest, że był to wyznacznik nie tylko dobrego gustu i smaku, ale także dobrobytu i statusu społecznego. Swoisty kult trwał jednak niezbyt długo i przekształcić się miał w coś zupełnie innego – jego dosyć karykaturalną formę.

Ileż to razy będąc na ‚branżowej’ konferencji (social media, emarketing, spotkania dla blogerów) widziałam na twarzy przerażenie współtowarzyszy kiedy odmiennie do 3/4 uczestników bezstresowo wyciągałam z torebki na światło dzienne swojego starego HTC’ka (też nie za bardzo go lubię). A ileż dumy malowało się na twarzach innych ludzi kiedy mogli rozpocząć prowadzenie notatek na swoim nowym, jeszcze pachnącym nowością, bielutkim Macku. Próbując patrząc z boku zjawisko to było dosyć komiczne. I w głowę zachodze jak Apple zdołało osiągnąć wśród ludzi cel – wpojenie nam do głów, że ich produkt jest tak zwanym produktem premium. Że posiadanie produktu tej marki może świadczyć o czymkolwiek. O osobowości, preferencjach, sy,mpatiach danej jednostki. Mówcie co chcecie, to co zrobiło Apple z naszą świadomością nie udało się już chyba nikomu. No, w moim przypadku może jeszcze Blizzardowi, bo myśląc gra MMO, pierwszym wyborem do końca życia pozostanie dla mnie ich World of Warcraft, kropka.

Sytuacja podziwu i uwielbienia, a także swoistego kultu trwa jakiś czas, po czym dzieje się rzecz straszna. Informacja o ciężkiej chorobie, a później śmierci człowieka legendy – Steva Jobsa zbiega się mocno z postrzeganiem marki. Mam wrażenie, że konkurencja tylko na to czekała – umarł Król, więc już nigdy nic nie będzie takie samo. Razem ze śmiercią założyciela Firmy nabyliśmy przeświadczenia o tym, że to koniec Apple i wszystkich pozytywnych aspektów działania urządzeń jakie do tej pory znaliśmy. Był to bowiem wizjoner. Człowiek, który przy pomocy swojej czarodziejskiej różdzki potrafił zmieniać postrzeganie świata oraz telefonu. I od teraz wszyscy czekają już aż Apple najpierw się potknie, a później to już tylko krok od bankructwa. Na szczęście/ nieszczęście (skreśl, które odpowiada bardziej Twoim poglądąm i sympation w tym temacie) dla wszystkich mimo coraz większego bojkotu i nie zrozumienia części dobiorców dla fali uwielbienia dla Firmy, Apple działa dalej. Żaden z ich produktów co prawda nie jest już ani szczególnie innowacyjny ani nie uzyskuje recenzji jak pierwsze smartfony – 3/3G, ale nadal jest to produkt szczególny, wyjątkowy. Piękny. Apple po prostu trzyma swój poziom. I naprawdę uważam, że nie musi wydawać swoich „flagowców” co trzy miesiące. Trzyma tak zwany fason. Piękny designe, bezproblemowe działanie systemu, użyteczność. Pamiętajmy jednak, że żyjemy w czasach kiedy miarą sukcesu jest ilość hejterów, a Ci uaktywniają się w okolicach pojawienia się nowych produktów Apple dosyć prężnie.

Aktualnie jesteśmy dzień przed kolejną konferencją. Dosłownie 15 minut po ogłoszeniu informacji o jej dacie (bardzo w stylu Apple) po sieci zaczęły krążyć graficzne przeróbki.

 

APPLE

Na portalach technologicznych pojawiło się mnóstwo wpisów – w tym różnego rodzaju ANALIZY i próby znalezienia drugiego dna w dosyć lakonicznej informacji od Apple. W tym samym czasie odbywały się prezentacje nowych produktów Sony, Samsunga czy Lenovo. Apple po mistrzowsku oderwał nieco uwagę wszystkich od wspomnianych wyżej imprez. Wszyscy piszą o ich produktach mimo, że oficjalnie produkty te jeszcze nie istnieją, a każda nawet najmniejsza wiadomość bezpośrednio od Apple wywołuje lawinę skrajnych reakcji. Przypomina to trochę swego rodzaju histerię. Czapki z głów, Apple!

Po tym, jak w amoku radości zaćwierkałam na TT, że konferencja, że radość, że oczekiwanie, że emocje zalała mnie fala krytyki, szyderstwa, niechęci i złośliwości. Szczęka opadła mi do samej ziemi, nie z zaskoczenia, ale bardziej z podziwu. Jakie skrajne emocje potrafi wzbudzić u nas produkt. Większość z nas wie, że sukces marketingu i promocji produktu obija się o to by usługa czy produkt działała na nasze emocje. Czyż konferencja Apple skrajnych emocji nie budzi? Internet wrze odkąd Apple w swoim stylu zakominikował tak zwane cokolwiek, czyli lakoniczną datę oraz że coś się wydarzy. Na popularnych w sieci portalach technologicznych co chwilę pojawiają się informacje dotyczące konferencji i przecieków dotyczących prezentowanych na niej produktów. Każda informacja popycha lawinę komentarzy i kłotni zarówno przeciwników, ‚fanbojów’ jak i tych bardziej neutralnych. Apple jest mistrzem w wywoływaniu emocji i nikt im tego nie jest w stanie odebrać. Nikt. Jestem pełna podziwu.

Na końcu stwierdzam, iż co by Apple na rzeczonej konferencji nie pokazało poleje się fala zarówno uwielbienia jak i nienawiści. Co by się nie działo, Iphone czy iWatch sprzeda się świetnie i wszyscy wiedzą o tym już teraz. Czy nam się to podoba czy nie jeszcze długo Firma z Coupertine nie odpuści, bo zagościła w naszych świadomościach już na dobre, a ich specjaliści wiedzą jaki daje to potencjał sprzedażowy.

Ja tam czekam niecierpliwie i nie sądzę, że się zawiodę.

Ewelina Przywara 8 września 2014
  • pik

    Precz z badziewiem za chore pieniądze!

  • Bardzo fajny tekst. Sam używam produktów Apple z wyboru (tj telefonu i tabletu, a kiedyś też ipodów), ale kompletnie nie łapię fali zachwytu z jednej strony, ani fali hejtu z drugiej. Ale również chylę czoło przed Apple, że dalej to nakręcają, podczas gdy produkty konkurencji nikogo poza technologicznymi geekami nie obchodzą.

    • Dziękuję Ci bardzo :)
      Strasznie fascynuje mnie to wręcz histeryczne zjawisko jeżeli chodzi o wszystko co się u Apple dzieje, więc pewnie za jakiś czas powstanie kolejny tekst o tym ;) Pozdrawiam!

      • Mnie ciągle zaskakuje, jak ludzie reagowali na „nowosci” Appla. Trzeba jednak podkreślić to, co powiedział @Ichabod. Coś takiego jak specyfikacja i inne technologiczne cuda interesują głównie geekow, poweruserow, zwłaszcza Androida, natomiast użytkownicy Appla uwielbiają w iPhonie jego wykonanie, niezawodność działania systemu (pomijając wpadki), design iOSa. Nie myślą o tym jaki siedzi w środku procesor, grunt że działa ;)

  • Moim zdaniem nie dotyczy to Apple i ich produktów jako tako – ale jest to jeden z najlepszych przykładów całego zjawiska (gdyż ogół ludzi ma możliwość zetknąć się z tą marką praktycznie wszędzie). Problem dotyczy raczej po pierwsze ciemnoty umysłowej a po drugie wrodzonej zawiści – tak po prostu. I nie – nie trolluję teraz, piszę całkowicie poważnie – mam nawet na to swoją większą teorię.

    Mianowicie, moim zdaniem Internet padł ofiarą własnej popularności. Kiedyś było to medium do którego dostęp mieli bardzo nieliczni ludzie – pierwsze były środowiska militarno-naukowe (kolejność przypadkowa) później eksperci z szeroko rozumianego biznesu – a więc mówimy o przeważnie wysoko wykształconych, wyspecjalizowanych ludziach – siłą rzeczy poziom treści i kultury raczej dość wyskoki. Później do tego grona dołączyły osoby po prostu zamożne – przeważnie, które potrzebowały połączenia z Internetem również bardziej do pracy niż zabawy. Wynikało to z faktu, iż Internet nadal był mało dostępny i przeważnie za drogi dla przeciętnego Kowalskiego.
    Ale świat pędzi na przód, dziś niemal każdy ma możliwość dostępu do Internetu i co się dzieje? Nagle jakość publikowanych w sieci treści leci na łeb na szyję. Dlaczego? Z prostej przyczyny byle podwórkowy głupek ma możliwość publikowania szeroko dostępnych treści. Kiedyś rzecz nie do pomyślenia, dziś jak najbardziej.

    Największym obecnie problemem w sieci jest znalezienie sensownej i rzetelnej informacji, dlatego gdyż wypowiadać się może każdy, a więc tworzymy treść na potęgę. Nie mówię, że to źle, problem w tym, że nie każdy kto coś publikuje jest ekspertem w tej dziedzinie a dwa dość ciężko zweryfikować kto jest po drugiej stronie „kabla”. I tu powoli dochodzimy do sedna – wypowiadać się może każdy a niestety większa część społeczeństwa (każdego nie piję tu do naszego lokalnego podwórka) to ludzi prości, którzy niestety dają upust swojej flustracji w Internecie to raz. A pokazują jak bardzo wąsko pojmują świat i to co ich otacza.

    I tu pojawia się Apple – tzw. marka premium. I teraz bądź tu mądrym i wytłumacz takiemu Kowalskiemu jak można kupić telefon komórkowy za 3.000 PLN, gdy on zarabia średnio 1200 miesięcznie i musi z tego opłacić mieszkanie, przeżyć cały miesiąc, posłać dzieci do szkoły i jeszcze za abonament operatorowi internetowemu zapłacić. Dla nich sprawa jest prosta – jesteś albo „debilem” kupując tak drogi telefon, albo złodziejem, który się dorobił na nieszczęściu maluczkich. Koniec tematu. Nie da się z tym poważnie dyskutować. Szkoda nawet czasu na próby obrony i wytłumaczenia – ponieważ moim osobistym zdaniem każdy sensownie myślący człowiek rozumie pewne rzeczy w tym m.in. skąd taka a nie inna cena telefonu z jabłkiem.

    Najśmieszniejsze jest, to że później narzekamy jako społeczeństwo, że świat zalewa szmira z Chin (oczywiście Apple też są składane w Chinach ale to taki szczegół), że nie wspiera się rodzimych produktów, że kiedyś było lepiej, że to że tamto. Smuteczek ;)

    Także pani Ewelino nie da się przekrzyczeć tłumu (choć moim zdaniem trzeba próbować). Niestety ta zawiść i ciemnota robi z Internetu bardzo mroczne miejsce, gdzie jak pani pisze – można zostać publicznie zlinczowanym tylko dlatego, że lubi się produkt firmy X lub tylko dlatego, że nie idzie się za większością. Łączę się w bólu i oczywiście czekam ja jutrzejszą konferencję :)

    • Po pierwsze – Twój komentarz mnie nieco przeraził, bo na początku bałam się czy nie napisałeś więcej niż mój cały tekst ;)))

      A tak już całkiem na poważnie – bardzo mądre rzeczy piszesz. Od dłuższego czasu sama zauważam krytyczny spadek jakości treści publikowanych w internetach i nie tylko ja – nawet Google przecież wciąż zmieniając skrypt wyszukiwań w swojej przeglądarce (uprzykrzając jednocześnie życie wszystkim pozycjonerom ;)) próbuje dostosować go tak by niskiej jakości treści były pomijane przy wynikach wyszukiwań. Co oznacza że musi trafiać się ich coraz więcej, a będzie jeszcze gorzej bo słusznie zauważyłeś, że ‚byle podwórkowy głupek’ (nie obrażając podwórkowych głupków, bo też mają swoje miejsce w hierarchii bytów ;) ma szansę stać się w sieci twórcą treści. Tym bardziej, jeżeli ktoś, jak piszesz, jest człowiekiem dosyć prostym, nie mającym posłuchu w świecie realnym. Tacy ludzie są często marginalizowani przez otoczenie a Internet staje się dla nich drzwiami do raju, bo w końcu ktoś może wysłuchać (przeczytać) ich zdanie na jakiś temat nie oceniając wcześniej po wyglądzie czy innych czynnikach. I pośród nich są zarówno tacy, którzy rzeczywiście mają coś wartościowego do przekazania, ale i także „Ci drudzy” – tak zwani hejterzy, trolle i inne ciężkie przypadki. Wolność słowa, z której wszyscy radośnie korzystamy w Internecie z czasem przekształcać się zaczęła w nieco patologiczne zjawisko hejtu dla samego hejtu.
      I tu także pojawia się meritum sprawy, które poruszasz. Jak prosty człowiek ma nie nienawidzić Firmy, która oferuje mu urządzenie za 3 tys jeżeli sam zarabia połowę tej sumy, a do tego urządzenie to w magiczny sposób sprawia, że jego użytkownik jest natychmiastowo uważany za kogoś lepszego i nobilitowany w drabinie społecznej. Pewnie, że tak. Sama bym mogła nienawidzić, ale po co. Wolę głośno mówić o tym, jako bardzo ciekawym zjawisku. Może ktoś coś z tego wyciągnie, a może pociągnie to za sobą fajną merytoryczną dyskusję, na przykład taką jak ta :)

      Może i nie da się przekrzyczeć tłumu, ale w związku z tym, iż od urodzenia posiadam w sobie wewnętrzną niezgodę na niesprawiedliwość i głupotę, to popiskuję sobie co jakiś czas mając nadzieje, że ktoś jednak coś z tego wartościowego wyłapie.. :)

      Dzięki wielkie za świetny komentarz :) Pozdrawiam!

      • No właśnie o to chodzi, żyjemy w świecie w jakim żyjemy – co by nie mówić czasu na pewno bardzo ciekawe ze względu na niesamowicie szybki rozwój techniki. Grunt to wierzyć w ludzi i starać się coś zmienić – choćby dobrymi rzetelnymi tekstami, bez owijania w bawełnę bez uprzedzeń ;)

        Ja niestety mam tą wadę wrodzoną, że lubię pisać. Mój komentarz i tak jest bardzo spłycony – celowo przerysowałem niektóre elementy wypowiedzi co mam nadzieję widać. To właśnie po to aby nie rozwlekać go jeszcze i jeszcze bardziej. Tymczasem do 19 :)

  • Damian Kadłuczka

    Koniecznie trzeba przyznać, że świetnie ujęłaś całą tę sytuację która również mnie zaczyna irytować.
    Spróbuj tylko się wychylić i otwarcie przyznać, że coś Cię fascynuje bardziej niż powinno, a zjadą Cię jak psa. Skąd to się bierze?
    Czy nie możemy zaakceptować odmiennych gustów i opinii?
    Widać sporej grupie ludzi obca jest świadomość, że w wyborze sprzętu ktoś może kierować się pobudkami, które dla reszty są całkiem obce.
    Każdy z nas zarabia pieniążki na swój sposób. Przychodzi mu to ciężko, lub lekko. Koniec końców nie zarabiamy jednak tylko po to by jeść, ale też po to by owe środki sprawiały nam przyjemność. Nie potrafię więc pojąć dlaczego znajdują się osoby, które drażni sposób w jaki inni rozdysponowują swoje pieniądze. Określanie mianem ‚frajera’ kogoś kto dużo wydaje na elektronikę jest dla mnie porównywalne do wytykania palcem wszystkich samochodów z wyższej półki na ulicy. Zastanówmy się kto bardziej się kompromituje – osoba w Maserati która uczciwie na niego zapracowała czy człowiek na ulicy, naśmiewający się z niego bo przecież jest „skończonym frajerem który wydał pół miliona na samochód”. Sytuacja nie wymaga komentarza.
    Jak ze sprzętem Apple jest każdy tak naprawdę wie – „wszyscy by chcieli, ale nie wszyscy mogą”. To sprzęt z wyższej półki odznaczający się swego rodzaju szlachetnością, a za to już niestety się płaci.
    Wspaniałe wzornictwo, materiały wysokiej jakości i bezproblemowe działanie, oto co Apple nam oferuje, minusem rzecz jasna jest cena. Sprzęt ten się wyróżnia i zdecydowanie odstaje od szarej reszty – rzecz jasna odstaje w lepszym kierunku.
    Jak dla mnie dowodzi to faktu, że pomimo iż firma działa już ponad 30 lat wciąż pracują w niej ludzie z pasją i ambicjami. Wysoko cenią swoją pracę, ale nie pozwalają sobie na niedoróbki. Jego wartość jest dowiedziona przez fakt, że od zawsze po produkty tej marki sięga „kreatywniejsza” część społeczeństwa. To oczywiste, bo przecież warsztat ma poważny wpływ na wyroby rzemieślnika.
    Nigdy nie odmawiałem sobie wydatków w kwestii książek, podróży, a także elektroniki. Solidny sprzęt po prostu mnie cieszy. Uwielbiam trzymać w ręce tak świetnie zaprojektowany produkt, mieć świadomość z jakich materiałów jest wykonany i jak płynnie działa. Podchodzę do tego tak jak kolekcjoner podchodzi do unikatowego obrazu.
    Apple od zawsze kierowało w mniejsze grupy odbiorców, iPhone i iPad trafiają już w gusta wielu, ale marka ta wciąż pozostaje dla wąskiej grupy ludzi którym przypada do gustu. I to właśnie czyni z niej markę klasy premium. Popularyzacja produktu przyczyni się do obniżenia jakości i w efekcie dostaniemy nieudolne potworki, niczym ze stajni Samsunga czy HTC. „Think different” mówi samo za siebie, to nie marka dla wszystkich, większość nigdy nie zrozumie co kryje w sobie każde białe pudełko z Cupertino, jaką magię i jakie przywiązanie go tak podstawowej rzeczy jak komputer może odczuć jego użytkownik. To uczucia absolutnie niedostępne dla użytkowników popularnych sprzętów.

    • „Czy nie możemy zaakceptować odmiennych gustów i opinii?” – strzał w dziesiątkę, bo mamy straszny z tym problem. Ciągle stawiamy się w roli ekspertów i nie przychodzi nam do głowy, że możemy się mylić. Dodatkowo nachalnie narzucamy ludziom swoje zdanie. Wciąż trudno nam zaakceptować, że odmienne poglądy to także inny punkt odniesienia do danej sytuacji i jedna prawda nie istnieje. Każda krytykę (także tą konstruktywną) odbieramy jako atak i tak właśnie na nią reagujemy.

      Ja to zupełnie nie rozumiem tej agresji skierowanej ku ludziom, którzy samodzielnie zarobili swoje pieniądze więc chcą je też samodzielnie wydać. Miałabym małą krztę zrozumienia jeżeli taka agresja trafia w ludzi, którym pieniądze „spłynęły z nieba”, ale jeżeli ja ciężko pracuję na to, żeby odłożyć sobie określoną sumę bo chcę wydać ją na cokolwiek tylko mi się przyśni, to kolokwialnie mówiąc – co komu do tego?! Jestem zdania, że jak coś kupować, to tylko jeżeli mi się to podoba i że za jakość trzeba odpowiednio zapłacić. „Wszyscy by chcieli, ale nie wszyscy mogą” – o tak własnie :)

      A na końcu napiszę, że ciągle przyglądam się tym zachowaniom bo Internet huczy od konferencji nieprzerwanie. „Czepiam” się w tym momencie kolejnej tezy, że zjawisko to stało się już niejako częścią naszych czasów. Machiną marketingową, wielkim wydarzeniem wpisanym w mechanizmy funkcjonowania dzisiejszego świata. Po konferencji firmy XY na której zaprezentowano kolejnego flagowca nastaje „walka” zwolenników różnorodnych platform. Piszą o wszystkich, nie tylko o tych, którzy prezentują, bo przecież porównania do konkurencji itd. Piszą też wszyscy – portale technologiczne tworzą porównania, blogerzy kolejne wpisy, na YouTube trafiają kolejne filmiki. Biznes się kreci i tak naprawdę wszyscy są z tego zadowoleni :)

      Wielkie dzięki i pozdrawiam! :)

    • RDF2

      „Jak ze sprzętem Apple jest każdy tak naprawdę wie – „wszyscy by chcieli, ale nie wszyscy mogą”.”
      Nie, nie wszyscy. Miałem, sprzedałem. Może wrócę, może nie. Nic nadzwyczajnego. Niestety, właśnie przez takie teksty, jak Twój – „nie stać cię” – „”kreatywniejsza” część społeczeństwa.” – ludzie reagują alergicznie na Apple.
      Ale i tak nic nie przebije hejtu na MS, więc luzik ;)

  • Uppsss

    Od ‚zawsze’ siedzę na linuxie i nie zamieniłbym go na nic innego. Maka oczywiście też posiadam, nawet ‚rodzinkę’ całą. Problem z nimi jest taki, że są to maszyny do max. obciążenia procka na poziomie 60%. Powyżej i mac i winda+PC odpadają. Linux ze zmodyfikowanym kernelem, mody bez zbędnych obciążeń, dają narzut na obciążenie pod 90%, bez stressu. Plus pełna wolność w konfig. systemu. Usuwasz lub dodajesz co chcesz :) Polecam.

    • Przyznam się szczerze, że osobiście nigdy nie siedziałam na Linuxie więc ciężko mi cokolwiek napisać. Ale bardzo bym chciała nadrobić – chociażby dla poszerzenia wiedzy :)

  • Pingback: Geek blogerki, które musisz znaćJestem Geekiem()

  • Czekam na WWDC 2015 ;)