Najlepsze momenty Esl Esea Pro League Season 1 – CS:GO

W weekend 2-5 lipca odbyły się jeden z większych turniejów w Counter Strike Global Offensive ESL ESEA Pro League Season 1, rozgrywanych w Kolonii. Oglądałam jednak z większą uwagą niż niedawny DreamHack, gdyż pośród zmagających się tam drużyn, ku mojej uciesze w przeciwieństwie do DreamHacka, znaleźli się także Panowie z Virtus Pro, czyli Neo, Taz, PashaBiceps, Snax oraz Byali – Złota piątka No. 2 polskiej sceny CSGO. Z jednej strony ich występy zawsze są dla mnie wielką radością, bo oglądając mocno się wczuwam, z drugiej zaś od pewnego czasu patrzę z niepokojem na formę, a raczej niesłychanie błyskawiczne wręcz zmiany jej poziomu. Nie wiadomo więc było czego tym razem możemy się spodziewać. Na szczęście dziś już wiemy, że nie było się czego wstydzić, bo chociaż mogło być lepiej, zawodnicy VirtusPro poradzili sobie całkiem dobrze.

ESL ESEA Pro League to bez wątpienia jedna z najbardziej prestiżowych lig Counter-Strike: Global Offensive. W Kolonii podczas turnieju zmagało się łącznie osiem drużyn, które wyłonione zostały w kwalifikacjach przeprowadzonych online. Do meczów w walce o finał zakwalifikowały się cztery z nich. Łączna pula nagród przewidzianych za miejsca premiowane twynosiła 250 tys dolarów, więc jak zwykle organizatorzy postarali się by było o co walczyć. Dziś, na dzień przed rozpoczęciem kolejnego turnieju (16.07 w Szwajcarii rozpoczyna się finał FACEIT League 2015 Stage 2), chciałabym przypomnieć najbardziej emocjonujące momenty ESL ESEA, jednocześnie mając nadzieję, że Polacy zaprezentują się na najbliższym turnieju przynajmniej tak dobrze, jak niespełna dwa tygodnie wcześniej, w Kolonii.

Virtus Pro na ESL ESEA Pro League

Wszyscy, którzy na bieżąco śledzą występy chłopaków z Virtus Pro wiedzą, że ich forma ze względu na to, iż jest mocno nierówna, często nas zaskakuje i to niekoniecznie w ten pozytywny sposób. Dlatego też ich występu obawiałam się najbardziej, mając nadzieję, że tym razem zaprezentują się przynajmniej poprawnie. Jednak, gdy zobaczyłam filmik prezentujący drużynę, od razu pomyślałam, że tragedii nie będzie. Zresztą, zobaczcie sami :)

Mimo, że TAZ w ostatniej scenie, z tymi zabawkowymi pistoletami, prezentuje się nieco groteskowo, to i tak jako drużyna panowie wypadli całkiem fajnie.

Oczywiście żaden turniej nie może odbyć się bez zabawnych sytuacji z udziałem Jarka Pashy. Tym razem Pasha absolutnie pozamiatał, udzielając krótkiego wywiadu, który nieoczekiwanie zakończył się chyba nieco wcześniej, niż życzyli by sobie tego realizatorzy transmisji. Pasha, mający w sobie niezmierzone pokłady wdzięku, rozbraja po raz kolejny. Jeśli nie widzieliście tego nagrania, polecam obejrzeć do samego końca! A jeśli widzieliście, zawsze możecie zobaczyć jeszcze raz :D

A teraz pokrótce przejdźmy do spraw poważnych ;-) Jeżeli chodzi o formę Virtusów to mimo obaw, zaprezentowali się dosyć przyzwoicie. Dla mnie, najbardziej równym zawodnikiem tego turnieju okazał się Filip „Neo” Kubski, a na dowód tego poniżej, przepiękny ace tegoż zawodnika, który masakruje drużynę FNATIC podczas obrony B, na mapie de_dust2.

Kolejny z filmików, to także potyczka Virtus Pro z zespołem Fnatic, tym razem na mapie de_cache. Widać tutaj niezwykłą determinację polaków – potrzebowali bowiem wygrać tą rundę, by zapewnić sobie przynajmniej remis, a najlepiej oczywiście pokonać Fnatic. Nie dość, że im się to udaje, to jeszcze w jakim stylu!

Poniższa sytuacja, to ostatnie już materiał z meczu Fnatic vs VirtusPro. Tym razem potwierdza się jedynie to, co napisałam na początku – Filipowi „Neo’ Kubskiemu nie zabrakło ani skilla, ani żelaznych nerwów, ani fantazji i poczucia humoru. Wyszło idealnie, a Wy pamiętajcie by zawsze sprawdzać piach na długiej!

Ostatecznie Polakom nie udało się pokonać Fnatic i powalczyć o pierwsze miejsce. W finale zobaczyliśmy więc drużynę Fnatic, która zmierzyła się z graczami z Cloud9, co dla niektórych okazało się ogromną niespodzianką, gdyż po drodze do finału C9 coraz bardziej zaskakiwało, eliminując najpierw francuską drużynę Team EnVyUs, (która wedle niektórych była jednym z faworytów tego turnieju), a później bezproblemowo (16:5 na de_cache i 16:8 na de_dust2) radząc sobie z graczami z Counter Logic Gaming (USA). Mimo świetnej formy graczy Cloud9, gracze Fnatic raz po raz dawali znaki, że nie oddadzą zwycięstwa tak łatwo. Poniżej Robin „flusha” Rönnquist w starciu finałowym pokazuje nam jak powinien wyglądać clutch 1vs4.

Mimo tego, że to drużyna Fnatic była zdecydowanym faworytem tego spotkania, gracze Cloud9 wcale nie mieli zamiaru tak szybko dzielić skóry na niedźwiedziu. Jednym z dwóch graczy z C9, który mocno zapadł mi w pamięci był Tyler „Skadoodle” Latham, a zapamiętałam go własnie po akcji, którą zobaczycie niżej. Mimo rzuconego pod nogi mołotowa i wymuszonej przez to zmiany pozycji, Skadoodle książkowo trafia z AWP, zdejmując przeciwnika atakującego go z okienka na B. Przeciwnik padł trupem zanim zdążyłam zorientować się, co tak naprawdę się stało. Opanowanie i refleks lvl high!

Drugim graczem Cloud9, który jeszcze mocniej wrył się w moją pamięć był Mike „shroud” Grzesiek, który po podsumowaniu całego turnieju został także najskuteczniejszym graczem finału ESL ESEA Pro League zdobywając w potyczce z Fnatic aż 100 fragów! Jaką formę prezentował shroud praktycznie podczas całego turnieju zobaczyć możecie na poniższym filmiku. Wcale się nie dziwię, że po 4 mapach z Fnatic zaliczył całą setkę takich trafień.

Nie wiem co ja mam z tymi sniperkami, pewnie akcje zawodników podobają mi się dlatego, że sama AWP kaleczę mocno i unikam jej jak ognia. Zresztą w teamie z którym gram mamy tylu wykwalifikowanych sniperów, że nie ma potrzeby aby skazywać mych chłopców na katusze brania udziału w mojej akademii nauki strzelania. I tak lekko ze mną nie mają! W każdym razie ostatnia akcja, to znowu gracz C9 – Skadoodle, który absolutnie niszczy graczy Fnatic na mapie de_cobblestone. Skadoodle robi to z taką łatwością, że mogłoby się wydawać, że to takie proste.

Powyższe momenty, to te, które podczas ESL ESEA Pro League wyryły się w mojej pamięci najbardziej. Jest to także dla mnie pewien przedsmak tego, co będzie działo się na rozpoczynających się 16 lipca finałach  FACEIT League 2015. Czekam niecierpliwie tym bardziej, że znowu zobaczymy tam chłopaków z Virtus Pro. Chcecie czy nie, do niedzieli mój kanał na Twitterze będzie tętnił spamem związanym z tymi rozgrywkami, tym bardziej, że mój urlop zaczyna się dokładnie ze startem turnieju. Mam nadzieję, że będziecie kibicować razem ze mną :)

Ewelina Przywara 15 lipca 2015
  • świetna relacja! Wcześniej nie miałem czasu wejść i na spokojnie przeczytać. Genialna relacja, chcemy więcej! No, a przynajmniej ja :)

    Jedna uwaga, no może dwie: u mnie w przeglądarce jak wrzucę full screen’a z filmów via Twitter widzę menu górne na filmie (zaćwierkam Ci zaraz). No i… To dzielenie słów przy końcu linii jest jakieś… Dzikie =P

    • Dzięki, bardzo mi miło :) Ciągle dumam nad formułą tego bloga, więc będę próbować różnych rzeczy, zobaczymy co z jednej strony się sprawdzi, a z drugiej będzie przyjemne w tworzeniu i dla mnie :) Dzięki za feedback, dla mnie jest on strasznie ważny w tym momencie, bo po przenosinach strony wywalają się różne rzeczy, a że sama wszystkiego nie wyłapię pewnie, to jestem wdzięczna za każde info :) Tak, tą wtyczkę też wywalę i dam po normalnemu justowanie tekstu ;)