Dream Hack Cluj Napoca słów kilka

Uwielbiam majory. To w ogóle ciężko opisać jakie emocje człowiek czuje na samą myśl, że to wielkie święto CSGO znowu się zbliża. Atmosfera majorów jest zupełnie inna niż wszelkiej maści rozgrywek online i jest to absolutnie oczywiste dla mnie, ale może nie dla wszystkich. Tym bardziej, że co kolejny DreamHack to organizatorzy wyciągają wnioski ze swoich błędów i organizacyjnie mimo standardowych już opóźnień w meczach, nie można się za bardzo do czego przyczepić. Nawet Jarek Pasha wspomniał o tym w wywiadzie, który znajdziecie poniższym tekście. Zawodnicy mają spokój, wokół nich nie kręcą się tabuny fanów, dziennikarzy i sponsorów, dzięki temu mogą skupić się na grze, bo przecież to jest ich najważniejsze zadanie. A jak poszło tym razem polskim drużynom? Zapraszam do lektury :)

 

W DHC wzięło udział łącznie 16 drużyn w tym dwie z Polakami w składzie – VirtusPro i Vexed Gaming. Najlepsze drużyny csgo walczyły o nagrody o łącznej wartości 250 tysięcy dolarów. Tym razem major ku mojej uciesze był bardzo długi – trwał od środy 28 października do niedzieli 1 listopada. Oczywiście nie będę opisywać wszystkich meczów, bo tych było zbyt dużo, skupię się nad tym co mnie i mam nadzieję Was interesuje najbardziej, czyli występach Polaków.

Vexed Gaming csgoVexed Gaming

Panowie z Vexed Gaming niestety mimo naprawdę wielkich nadziei odpadli dosyć szybko. Oczywiście dużo do powiedzenia w tej kwestii miał los, bowiem grupa w której znalazło się Vexed nie była tą najłatwiejszą. W grupie A obok nich znalazło się FNATIC, a także Cloud9 i Luminosity Gaming. Dodatkowo, pierwszy mecz Polaków z VG był jednocześnie meczem inaugurującym całe wydarzenie, nie wspominając o tym, iż ich przeciwnikiem był nie kto inny jak właśnie FNATIC. Kolejnym stresogennym motywem był fakt, iż mecz rozpoczął się z naprawdę sporym opóźnieniem. Jak to bywa na tak dużych wydarzeniach problemy techniczne zdarzają się dosyć często, mogę sobie wyobrażać tylko co przeżywają gracze trwający na swoją kolej w takim oczekiwaniu. Dla mnie osobiście byłaby to mega stresująca sytuacja. Mapą którą grali był de_cobblestone. Początkowo, po wygranej pistoletówce Fnatic z łatwością zdobywało pierwsze rundy, ale gdy tylko panowie z VG mieli możliwość kupienia pełnego eq zaczęli nieco odrabiać straty. Przyznam szczerze, że przez chwilę pomyślałam o tym, że słabsza ostatnio forma Fnatic jest okazją do tego by ten mecz wygrać. Tym bardziej, iż pierwsza połowa zakończyła się dającym nadzieję wynikiem 10:5 dla VG. Po zmianie stron jak to często bywa, nie było już niestety tak łatwo. Vexed ciężko było przebić się przez obronę Fnatic, które z rundy na rundę grało po prostu coraz lepiej. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wygraną Szwedów 16:10, co i tak moim zdaniem nie jest zwłym wynikiem.

Drugim rywalem Polaków była drużyna amerykańskiej organizacji Cloud9. Ten mecz także rozgrywany był na cobblestonie a Vexed rozpoczęło go po stronie antyterrorystów. Mimo przegranej pistoletówki VG nie dawało za wygraną mozolnie ugrywając kolejne rundy i nie dając przeciwnikowi przewagi większej niż dwa punkty. Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się przyzwoitym wynikiem 8:7 dla C9. Polacy grali bardzo równo, jeżeli chodzi o ilość fragów to żaden z nich nie odstawał zbytnio od swoich kolegów. Po zmianie stron VG pewnie zaatakowali bombside A, co przyniosło oczekiwany skutek, a runda pistoletowa, jak i cztery kolejne, wpadły na ich konto. Wynik 12:8 dla VexedGaming napawał bardzo optymistycznie, miałam więc nadzieję, że Polakom uda się zwyciężyć to spotkanie. Jak to jednak w Counter Striku bywa, nic nie jest przesądzone, aż do ostatniego momentu. Od tego wyniku Cloud9 jak by się przebudziło i sukcesywnie zaczęli nadrabiać straty. Do końca spotkania Polakom udało się ugrać jeszcze jedną rundę i mecz skończył się wynikiem 16:13 dla Cloud9. W tym miejscu Vexed Gaming musiało pożegnać się z DreamHack Cluj-Napoca – szkoda, aczkolwiek myślę, że to były dwa dobre występy Polaków.

VirtusPro csgoVirtusPro

Pierwszym spotkaniem VirtusPro był mecz przeciwko Team Liquid rozgrywany na cobblestone (w ogóle jakoś nadzwyczaj dużo tego cobbla było ;)). Nie wiem dlaczego od razu nastawiłam się, iż ten mecz pójdzie nam nadzwyczaj gładko i także od razu się pomyliłam. Mam wrażenie, że Virtusi jakoś dosyć wolno „wchodzą” w formę majora i potrzebują przynajmniej jednego czy dwóch meczów rozbiegowych, by w końcu pokazać właściwą formę na danym wydarzeniu. Tak było i tym razem – Polacy zaczęli po stronie TT wygrywając pistoletówkę i dając nadzieję na dobry początek tego spotkania. Później jednak coś się zacięło i widać było, iż TL dobrze czuje się po stronie CT na tej mapie. Ostatecznie pierwsza połowa skończyła się niekorzystnym dla nas wynikiem 9:6. Pistoletówka po zmianie stron wpadła niestety na konto TL co dawało im kolejnych kilka rund przewagi, a po jakimś czasie zrobiło się naprawdę nerwowo, bo ich prowadzenie osiągnęło aż sześć punktów. Chyba sami Virtusi przestraszyli się tego faktu, bo nagle sukcesywnie zaczęli odrabiać straty by w efekcie tego doprowadzić do dogrywki, którą na szczęście wygrali dosyć łatwo, kończąc całe spotkanie wynikiem 19:15.

Patrząc na drugi mecz Virtusów byłam przekonana o ogromnej determinacji chłopaków, ich gra bowiem wyglądała fantastycznie. Paweł „byali” Bieliński, o którego formę zawsze się boję, gdyż jest dla mnie zawodnikiem mocno nieobliczalnym i zależnym w dużym stopniu od jego nastawienia psychicznego, był ewidentnie w swoim żywiole. Widać było także, że Virtusi wiedzą po co przyjechali na tego majora i jak wciąż powtarzał Taz, ich oczy skierowane były wyłącznie na główną nagrodę („Eyes on prize”) i w tym spotkaniu rzeczywiście dało się to odczuć dosyć wyraźnie. Mecz był nieco jednostronny a Polacy całkowicie zdemolowali zawodników Titan, wygrywając z nimi ostatecznie wynikiem 16:7.

W tym miejscu zachęcam do rzucenia okiem na wywiad z Jarosławem „Pashą” Jarząbkowskim, który został nagrany po meczu z Titan.


Trzecim rozegranym spotkaniem VirtusPro był mecz przeciwko G2 Esports. Na Twitterze wrzało – bo co to za przeciwnicy, żaden „mecz dnia” (jak pozwoliłam sobie go nazwać) i że „ez” i nie ma się co tu wiele spodziewać. Niestety nauczona doświadczeniem (pamiętne 16:0 z Kinguin) biorę zawsze poprawkę na mecze VirtusPro, które teoretycznie mają dać im łatwą wygraną. Mam wrażenie, że Virtusi szybko się na takowych rozpraszają albo może po prostu w ogóle nie są zbyt skupieni, bo ich forma podczas takiego spotkania jest czasem zatrważająco nierówna. I mimo tego, że mapy które zostały wybrane (BO3 – cache/train/mirage) wydawały się być idealne dla Virtusów tak łatwo nie było. Po początkowych zachwytach i osiągnięciu prowadzenia na 4:0 drużyna Polaków szybko zaczęła je tracić. Świetnymi akcjami w meczu mógł pochwalić się Snax, którego statystyki mówiły same za siebie. Ostatecznie przegraliśmy mapę cache 10:16 co było dla niektórych wielkim zaskoczeniem, dla mnie niestety czymś czego się spodziewałam.

Drugą mapą był de_train, pamiętam niedawno Polacy urządzali tam pogrom topowym drużynom takim jak na przykład Fnatic, więc nawet moja czujność w tym momencie została uśpiona i skupiła się na trzeciej ewentualnej – mirage nie biorąc w ogóle pod uwagę, że na trainie coś może pójść nie tak. Zaczęliśmy po stronie TT, co teoretycznie nie wróżyło ogromnej przewagi po połowie mapy, ale nie raz widziałam przecież, że Virtusi po TT potrafią być równie niebezpieczni, co po stronie antyterrorystów. I tu niestety znowu się pomyliłam. Polacy pozwalali G2 na wygrywanie rund, organizując co chwila swego rodzaju ‚zrywy’ odrabiania strat dającej nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone. Ostatecznie mozolnie udało nam się doprowadzić do dogrywki, ale niestety nie wykorzystaliśmy i tej szansy przegrywając z G2 Esports 17:19 i 0:2 w mapach. Absolutnym MVP meczu okazał się jkaem, który boleśnie karał naszych rodaków nie myląc się w prawie żadnej sytuacji. W tym miejscu dla VirtusPro przygoda z DH Cluj Napoca się niestety zakończyła, pozostało nam czekać na kolejne turnieje i lepszą formę Polaków. Poniżej statystyki meczu zaczerpnięte twitterowego profilu HLTV.org  po których dokładnie widać świetną dyspozycję jkaema (62 fragi!!!).

statystyki meczu

Turniej niespodzianek

Jak by nie było, to że VirtusPro nie dostało się nawet do półfinału majora w Rumunii było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Jeszcze długo po przegranym meczu nie mogłam uwierzyć w przegraną Virtusów, jak się jednak okazało to nie była jedyna niespodzianka na tym majorze. Wcześniej w pierwszym meczu ćwierćfinałowym EnVyUs pokonało FNATIC, które ostatecznie także pożegnało się z turniejem. Widać, że od kilku miesięcy ekipa („znielubianego” przeze mnie) JW nie może odzyskać formy. Porażka tym bardziej sromotna, że na trzeciej mapie – de_cache Fnatic przegrało wynikiem aż 16:2! Kolejnym zaskończeniem był mecz pomiędzy NIP a Team Solo Mid, gdyż byliśmy świadkiem niesamowitej gry chłopaków w piżamach. Drużyna, o której nie dalej jak miesiąc temu krążyły plotki, iż jest w całkowitej rozsypce i szykują się w niej jakieś roszady, zaskoczyła wszystkich żelazną formą na tym majorze, dzięki której wyeliminowali jedną z drużyn typowanych jako faworyta całej imprezy. Tym większe zaskoczenie, że NIP wygrał dosyć łatwo obie mapy – 16:10; 16:8.

W finale DreamHack Cluj-Napoca ostatecznie znalazły się drużyny Team EnVyUs oraz Natus Vincere. Szczerze powiem Wam, iż mecze w eliminacjach dostarczyły mi o wiele więcej emocji niż sam finał. I to nie dlatego, że były to mecze z udziałem Polaków – były one po prostu bardziej wyrównane przez co generowały więcej emocji. Finał był dla mnie nudnawy, gdyż mocno jednostronny. Po cichu liczyłam na jakąś niespodziankę, której i tym razem się nie doczekałam. EnVyUs bowiem pokonało NaVi zarówno na trainie (16:14, co było świetnym wynikiem NaVi bowiem EnVy początkowo prowadziło aż 7:0!) jak i bardzo wyraźnie już na męczonym na tym majorze cobblu (16:5). Najskuteczniejszym zawodnikiem meczu był kennyS, któremu bardzo mocno zależało na wygranej, gdyż niedzielny triumf w Rumunii był jego pierwszym wygranym majorem w karierze gracza. Ekipa EnVyUs za zajęcie pierwszego miejsca otrzymała nagrodę 100 tys dolarów.

To był przepiękny major, niestety chyba już ostatni w tym roku. Ogrom emocji, kilometry spamu na twitterze, dziesiątki spekulacji i setki tysięcy osób, oglądających transmisje w serwisie Twitch. Cudownie jest patrzeć na to, jak dynamicznie rozwija się esport i jak cieszy się coraz większym zainteresowaniem także polskich kibiców. Bardzo podobało mi się również to, że zamiast męczących reklam między kolejnymi pojedynkami emitowane były krótkie filmiki o graczach, którzy obecni byli na tym majorze. Na koncie podrzucam Wam filmik, którego bohaterem jest Wiktor „Taz” Wojtas – mimo, że oglądałam go już kilka razy, za każdym kolejnym czuje takie same ciarki na plecach. No to do następnego :)

Ewelina Przywara 3 listopada 2015